beskidy bike atelier mtb maraton

Bike Atelier MTB Maraton Brenna vs Bohobike – bambusowa-rowerowa relacja

Jak wypadł test roweru MTB z bambusa w warunkach startowych?

Relacja z Bike Atelier MTB Maratonu oczami osoby startującej na bambusowym rowerze

Ps. ( Ciekawe co na to UCI? )

 

Od momentu budowy El Bambo moje drogi z kolarstwem górskim zaczęły się coraz częściej przecinać. Biorąc pod uwagę to że mieszkam w sercu Beskidów nie potrzebowałem wielu kilometrów żeby załapać bakcyla MTB. Malowniczych tras i zapierających dech w piersiach widoków znajdziesz tutaj na pęczki. Beskidy są Mekką różnego rodzaju MTB maratonów. Mamy wiele cieszących się sławą kolarskich imprez. Mój wybór padł na Bike Atelier MTB Maraton Brenna i tak w piękny majowy poranek zamontowałem nr startowy na kierownicy, nie wiedząc jeszcze co mnie czeka na trasie.

O 12:00 można było mnie spotkać w tłumie 650 zawodników czekających na sygnał do startu. Wyścig miał przerodzić się w chrzest bojowy El Bambo roweru MTB z bambusa. Z tego co mi wiadomo to pierwszy przypadek w Polsce startu w maratonie MTB na rowerze z bambusa.

Do dyspozycji były dystansy PRO (50 km) i HOBBY (25 km) jak i FAMILY. To mój pierwszy start w takiej imprezie dlatego wybrałem dystans HOBBY na którym przewyższenia wynosiły 995 m.

Akt I Bike Atelier MTB Maraton Brenna

Łaskawy

Trasa zaczęła się kilku kilometrowym bardzo łagodnym podjazdem wzdłuż Brennej, którego schody po kilku kilometrach zaczęły być coraz wyższe. Pierwszy podjazd osiągnął apogeum, kiedy asfaltowa droga została zgubiona za plecami, a oczom rowerowych wspinaczy ukazał się stromy wąwóz zdający się prowadzić w górę nieprzerwanie aż do nieba. Finałem okazała się Przełęcz Karkoszczonka położona pomiędzy Szczyrkiem a Brenną. Dalszy szlak naszpikowany kamieniami dał się niejednemu we znaki, a szybki jak strzał z bicza zjazd podniósł u niektórych poziom adrenaliny a u innych endorfin.

Akt II Bike Atelier MTB Maraton Brenna

Załamanie

Kolejny podjazd i kolejna góra. Tym razem Kotarz, który nie okazał łaski wobec walczących na trasie. Nagłe załamanie pogody, gwałtowna i ulewna burza nie złamały pogody ducha kolarzy i począwszy od kilkulatków a skończywszy na tych co z niejednej opony błoto zdrapywali wszyscy dzielnie parli na przód. Parę osób padło ofiarą górskich chochlików a to łapiąc defekt a to zrywając łańcuch. Dobrze oznakowana trasa doprowadziła do Hali Jaworowej – jak wyciętej z widokówki. Malownicza polana była preludium do długiego zjazdu. Trasa momentami przypominała rwący górski potok nie wiele odbiegając od toru do kajakarstwa górskiego. Tym sposobem dotarliśmy do Brennej Hołcyna. Stąd już tylko kawałek do mety, ale zaraz… Okazuje się że trasa zawraca i zamiast wieść wprost na metę oddala się i zaczyna wznosić i tak trzyma kolarzy aż po Stary Groń.

Ps. Nie miałem licznika stąd moje problemy z oszacowaniem przebytego już dystansu.

Akt III Bike Atelier MTB Maraton Brenna

Nowa nadzieja

Tak jak szybko nadeszła tak szybko udało się przepędzić burzę, i nad zmaganiami kolarzy znów świeciło słońce. Ostatni podjazd na Stary Groń i ostatnie kilometry górskim grzbietem obdarowały kolarzy pięknymi widokami jakie można znaleźć tylko w Beskidach. Pora na ostatni zjazd. Zaczynam go ostrożnie co jest doskonałą decyzją biorąc pod uwagę wąskie błotniste gardło przepaści którą mam pokonać. Do dziś słyszę okrzyki pędzących w dół typu – biorę Cię z lewej strony, lub lecę środkiem. Wtedy zrozumiałem co znaczy prawdziwe flow w jeździe na rowerze.

Po chwilach grozy pod kołami wyrosły betonowe płyty, następnie asfalt i już za moment najszczęśliwszy na świecie znalazłem się dumny za linią mety.

Wnioski na plus

  1. Gdy zaczął się pierwszy zjazd zapomniałem kompletnie że rower na którym jadę zrobiłem sam własnoręcznie z bambusa. Nie zanotowałem żadnych trzasków które mogły by wskazywać że coś może być nie tak w konstrukcji ramy.
  2. W ekstremalnych warunkach udało mi się sprawdzić El bambo, nie zawiodły hamulce, nie zawiódł napęd, nie zawiodły koła.
  3. Kilka osób z zaciekawieniem pytało o rower co zawsze jest zastrzykiem pozytywnej energii do dalszej pracy nad tym co się robi.
  4. Kiedy kolejny maraton? – atmosfera i przebywanie wśród osób które kochają to samo co ty zawsze jest uzależniające.

Wnioski na minus

  1. Małe koła – Wieść niesie że była to najtrudniejsza z dotychczasowych tras w cyklu Bike Atelier Maraton. Była bardzo wymagająca i w porównaniu z osobami na rowerach o kołach 29 cali z góry byłem na straconej pozycji ze swoimi kołami 26 cali.
  2. Amortyzator – Powodem moich największych obaw podczas zjazdów nie były hamulce ani rama ale amortyzator, który nie pracował tak jak bym tego sobie życzył, ale jak by był zbudowany z makronu.
  3. Brak przygotowania – Wystartowałem właściwie bez żadnego technicznego przygotowania. Nie martwiłem się o wydolność czy kondycję ale boleśnie odczułem braki w technice jazdy na rowerze MTB.

Na koniec

Jakoś udało się mi dowlec do domu z bagażem doświadczeń tego dnia. Wiele jest jeszcze do przemyślenia i wiele do zrobienia zarówno jeśli mowa o sprzęcie jak i o mojej dyspozycji. Jednak najważniejsze jest nie bać się przełamywać swoich ograniczeń i obaw, ale konsekwentnie udowadniać sobie że cele które sobie stawiamy jesteśmy w stanie czasem z lepszym a czasem z gorszym skutkiem osiągnąć.

Ja tymczasem już planuję kolejny start…

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *