gravelem w beskidy_gravelove historie_wyróżniający
Blog,  Wyprawy, trasy i wycieczki

Gravelem w Beskidy Z Brennej pod Baranią Górę.

Życie w Beskidach wiąże się z dostępem do niezliczonych ilości tras rowerowych. Mnogość tras MTB i szosowych podjazdów to klęska urodzaju. Ale co jeśli chcesz ruszyć gravelem w Beskidy? Gwarantuję że Ci w tym pomogę.

Budowa gravela z bambusa zmusiła mnie do poszukania odpowiednich tras na tego typu rower. Po miesiącu jeżdżenia mam kilka pomysłów na ciekawe trasy które na pewno przetestuję. Dziś dzielę się wrażeniami z jazdy z Brennej do schroniska na Przysłopiu u podnóża Baraniej Góry. Mam nadzieję, że powstanie z tego coś w rodzaju cyklu “Gravelove Historie” o tym jak i gdzie wybrać się gravelem w Beskidy.

gravelem w beskidy trzymam kierownicę

Gravelem w Beskidy. Jakich tras szukam?

Mógłbym wsiąść na rower i zwyczajnie dojechać z punktu A do B gładką asfaltową szosą. Mógłbym też zabrać rower MTB i wdrapać się pod strome kamieniste podjazdy i też dotrzeć do celu. Ale… szukam trasy na rower gravelowy. Jest to rower zwykle ze sztywnym zawieszeniem, sztywnym widelcem, którym zwyczajnie po większych wertepach jeździ się niewygodnie. Jednak gravel doskonale nadaje się na szutrowe bezdroża i leśne ścieżki. I właśnie takie trasy będę przed Wami odkrywał. Oczywiście trudno znaleźć trasę bez asfaltowego odcinka. Należy się również liczyć z tym że na jakimś odcinku trzeba będzie podprowadzić rower. Staram się wybierać trasy malownicze. Wierzę że beskidzkie widoki zapadną w pamięć tym którzy zdecydują się podążyć tymi ścieżkami. Będę wspominał o ciekawych miejscach na trasie, ale też o miejscach gdzie można coś zjeść czy uzupełnić zapasy :).

Gravelem w Beskidy. Część 1. Brenna > Przysłop

A tak wyglądała moja trasa…

Zmiana czasu to dodatkowa godzina na rowerze. Można było później wstać a wcześnie wyjść na rower. Do plecaka wpadło pół kanapki i aparat. Dosłownie pierwsze kilometry biegły asfaltem w kierunku Brennej Leśnicy żeby zaraz za szkołą podstawową skręcić w lewo. Od razu zaczął się najtrudniejszy fragment całej trasy. Pierwsze kilkaset metrów pokonałem na rowerze. Szutrowy podjazd, leniwie wstające słońce i perspektywa przygody pchały mnie do przodu. Leśna droga po chwili zamieniła się w kamienisty górski szlak. Ps. Tak to jest jeśli trasę planuje się w oparciu o Google Maps. Jeszcze jakiś czas byłem w stanie utrzymać się na rowerze, do momentu kiedy ilość kamieni, liści i nachylenie terenu skutecznie odebrało mi chęć do dalszego pedałowania.

Kiedy wyszedłem z lasu zachwyciły mnie widoki. Najpiękniejsza polska jesień i rower to doskonałe połączenie. Nawet nie zauważyłem kiedy byłem już na szczycie Starego Gronia. Jedynym poniesionym kosztem oprócz zmęczenia był zdarty blok pod butem. Za każdym razem chcąc wpiąć but w pedał szukałem wystającego kamienia na poboczu żeby się na nim oprzeć.

Ruszyłem dalej grzbietem Starego Gronia. W mig byłem już przy Chacie Grabowej gdzie można zatrzymać się i zaopatrzyć w prowiant na dalszą drogę lub zostać na dłużej. Ja ruszyłem dalej w kierunku Grabowej. Wyrosło przede mną ostre podejście pod szczyt Grabowej, na tyle krótkie że po kilku minutach już ochoczo kręciłem w kierunku Przełęczy Salmopolskej.

Im byłem wyżej tym widoki stawały się bardziej spektakularne. Beskidy za każdym zakrętem odkrywały coś nowego, a zmęczenie zostało daleko za mną.

Profil trasy mówi sam za siebie…

Salmopol – gravelowy początek.

Przełęcz Salmoposka oddziela Wisłę od Szczyrku ale dla mnie jest kolejnym punktem na gravelowym szlaku. Przełęcz jest też doskonałym miejscem na rozpoczęcie swojej przejażdżki, jeśli za bazę wypadową obraliście Wisłę, Szczyrk czy Trójwieś. Więcej o samym Salmopolu i podjeździe pod przełęcz pisałem w jednym z poprzednich postów o moich ulubionych beskidzkich podjazdach na rower szosowy czyli tu.

Kieruję się na południe, po chwili omijam zamknięty szlaban Administracji Lasów Państwowych i jestem już na 16 km trasie która powinna być rajem dla gravelowców. Góra, dół i szuter, szuter, szuter. Aż dziw bierze że tak mało tu rowerzystów. I tak przez 16 km aż po schronisko na Przysłopiu pod Baranią Górą. Zasada obowiązująca na szlaku przy każdym większym rozgałęzieniu dróg – w lewo, w lewo i jeszcze raz w lewo. Uważać należy tylko na przepusty w drodze. Poza tym można cieszyć się jazdą, widokami i spokojem (bo turystów nie ma zbyt wielu).

Pozwolę obrazom opowiedzieć część tej historii…

Potocznie droga którą jechałem nazywana jest “stokówką”. Po kilku tygodniach gravelowej przygody już wiem że w moja okolica obfituje w trasy o gravelovym profilu. A zwiedzając gravelem Beskidy na mojej trasie mijałem jedno ze źródeł Wisły.

Początek Rzeki Wisły.

Miałem to szczęście że końcówka października pod względem pogody była wręcz wymarzona. Dlatego 16 km trasy do Schroniska na Przysłopiu nawet nie wiem kiedy minęło.

Przysłop – pieszczoty dla podniebienia.

Pamiętam schronisko na Przysłopiu jeszcze z dzieciństwa. Dziś dla mnie to zupełnie inne miejsce, które bez wątpienia zmieniło się na plus. A najważniejsze jest to że jest tu przepysznie. Warto pokonać wiele kilometrów na piechotę czy rowerem żeby skosztować tutejszych drożdżówek i domowych wypieków. Przysłop jako punkt wypadowy w drodze na Baranią Górę to również jest dobry pomysł.

Kiedy już złapałem oddech, zjechałem wzdłuż Czarnej Wisełki do Wisły Czarne. Czarna Wisełka z jej kaskadami i wodospadami trafia razem z Białą Wisełką do sztucznego jeziora w Wiśle Czarny. Tradycyjnie zatrzymuję się na zaporze na selfie a później lecę już w kierunku Wisły. W związku z remontem drogi w centrum Wisły, przed dojazdem do Ronda na Oazie skręcam w ulicę Willową. Z Willowej w prawo w Olimpijską, następnie w lewo w Górnośląską, a z niej w Aleję Księdza Biskupa Juliusza Bursche i wyleciałem na ulicy Bukowej. A później popędziłem już w kierunku Ustronia, żeby kiedy to tylko było możliwe zjechać na biegnącą wzdłuż Wisły szutrową ścieżkę stanowiącą początek (lub koniec) Wiślańskiej Trasy Rowerowej. Kawałek za ustroniem odbiłem na Brenną i po chwili byłem już w domu.

Podsumowanie

To moja pierwsza trasa, którą opisuję pod kątem wypadu gravelem w Beskidy. I jestem z niej na prawdę zadowolony. Może początek nie napawał optymizmem, muszę przyznać że warto było pomęczyć się na pierwszych kilku kilometrach. Bo takie są góry. Trzeba się tylko wdrapać wystarczająco wysoko żeby móc pokonać dystans górskim grzbietem. A wtedy do dystansu na Stravie możemy dołączyć obrazy, których długo nie wymażemy z pamięci. Cieszę się też że w zdecydowanej większości moja pętelka przebiega szutrowymi drogami i dróżkami, bo właśnie na tym mi zależało.

A Bamboo JET czyli gravel z bambusa.

Coś mi się wydaje że złapałem gravelowego bakcyla i już moje kolarstwo nie jest tylko gravelowe ale jest GRAVE LOVE. Tym samym dopisuję kolejne kilkadziesiąt kilometrów przejechane na tym bambusowym rowerze. I muszę nieskromnie stwierdzić że to najbardziej dopracowany projekt w mojej bambusowo – rowerowej stajni. Mam nadzieję że pokonam jeszcze na nim setki kilometrów. I tym będę się dzielił w przyszłości. A więcej o gravelu z bambusa przeczytasz tu.

Gwarantuję konkrety. Jeśli interesuje Cię to o czym piszę i chcesz otrzymać za darmo rowerowe listy kontrolne zapisz się na newsletter.

3 komentarze

    • Janek Matuszny

      Jestem na etapie planowania właśnie gravelowych tras w mojej okolicy. Objeżdżam różne odcinki i szykuję coś na wzór mapy z trasami pod rower gravelowy w Beskidach. Jednak staram się żeby było jak najwięcej szutrowych odcinków (lub bezdroży w dużej mierze przejezdnych) ale też jak najwięcej malowniczych widoków.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *