Bambusowy rower Marcina wyrozniajacy
Blog

NoSign – bambusowy rower Marcina. Czyli rower bez nazwy który można opisać na 1000 sposobów.

Pamiętam dzień który spędziłem objeżdżając bielskie sklepy ogrodnicze i markety budowlane, w poszukiwaniu bambusowych tyczek. Dopiero po kilku godzinach dopiąłem swego, znalazłem materiał na rower z bambusa ( tak przynajmniej wówczas myślałem ). Już podczas budowy pierwszego roweru, w mojej głowie zakiełkował pomysł żeby podzielić się nową pasją. I tak to trwa do dziś. W międzyczasie zbudowałem kilka bambusowych rowerów, poznałem podstawy WordPress-a, częściowo oswoiłem algorytm Instagrama i FB ale przede wszystkim poznałem wielu wspaniałych ludzi. Od początku bambusowej przygody, chciałem zachęcić i przekonać jak najwięcej ludzi do rowerów z bambusa. Właśnie w tym celu powstał ten blog. Staram się z lepszym lub gorszym skutkiem dzielić wiedzą i doświadczeniem. Dlatego z nieskrywaną radością chciałbym zaprezentować NoSign – bambusowy rower Marcina. Marcin własnoręcznie zbudował swój pierwszy rower z bambusa oraz opisał mi jego historię…

Mam na imię Marcin, jestem szczęśliwym tatą dwóch chłopaków i pasjonatem rowerowym.

Witajcie.

Mam na imię Marcin, jestem szczęśliwym tatą dwóch chłopaków i pasjonatem rowerowym. Rowery są ze mną od zawsze. Od zawsze też majstrowanie przy nich było bardzo ważne. Każdy musiał być choć trochę przerobiony. Cztery lata temu kiedy to na dobre znów wkręciłem się w rowery bo miałem kilkuletnią przerwę, pojawiła się myśl, że muszę mieć rower skrojony na moją miarę, tylko mój.

Nie lubię rowerów z taśmy, wiele jest takich samych a robione na zamówienie są niebotycznie drogie. Powziąłem myśl, że muszę zbudować sam taki rower. Dużo czytałem, o geometrii, o pomiarach ludzkiego ciała i ich przełożeniu na model ramy rowerowej, o technikach spawania, klejenia, laminowania, o doborach kątów do charakterystyki roweru. Z najbardziej klasycznych materiałów najłatwiejsza wydawała mi się stal, ale i tak musiałbym mieć po pierwsze maszyny po drugie umiejętności nabyte od kogoś. W międzyczasie wujek Google podsunął mi zdjęcia rowerów z bambusa. Była to dla mnie ciekawostka ale nie sądziłem, że rower z materiału dosyć egzotycznego, jak na polskie warunki ma rację bytu u nas.

Tak trafiłem na Twoją stronę i tak się zaczęło. Skoro ktoś w Polsce potrafi zdobyć materiał i sam wykonać ramę to dlaczego by nie spróbować. Strona bohobike.pl była inspiracją do dalszych poszukiwań. Wiele godzin przesiedziałem nad blogami, stronami i forami gdzie było mnóstwo informacji jak się takie ramy wykonuje. 

Bambusowy rower Marcina NoSign

Projekt i kompletowanie materiałów. NoSign – bambusowy rower Marcina

W końcu stało się. Pierwszy projekt w darmowej przeglądarkowej wersji bikecad-a ujrzał światło dzienne. Był owocem wielu godzin przemyśleń jak ten rower ma wyglądać i do czego ma służyć. Duży wpływ na właśnie takie a nie inne rozwiązanie miała moja zajawka długimi dystansami, zwłaszcza po asfalcie. Zacząłem interesować się ultramaratonami. Jak na razie na zainteresowaniu się kończy ale to zainspirowało mnie do podjęcia prób treningów.

Do budowy przystąpiłem kupując bambus w znanym nam sklepie (KOKOS). Wybrałem bambus tygrysi bo pięknie wygląda w Twoich projektach. Ja też chciałem mieć piękny rower ;-)). Po zakupie pozwoliłem aby trochę się wysezonował. I zrobiłem pierwszy błąd.

Konkluzja z sezonowania jest taka że ważne jest miejsce do składowania materiału. ja wybrałem garaż gdzie podczas upałów było bardzo ciepło i tak myślę to było przyczynkiem do pękania tyczek. Poza tym w przyszłości po zakupie od razu przytnę wybrane odcinki na kawałki około 1 metr 1,2 metra jak coś pęknie to przynajmniej 1 odcinek a nie cała tyczka, jak stało się w moim przypadku.

Tyczki na tylny trójkąt też nie były właściwe, ścianki wydawały mi się za cienkie. Trochę się przestraszyłem. Później w innym sklepie znalazłem tyczki idealne do mojego projektu, mała średnica ale grube ścianki.

Bez przymiaru ani rusz.

Koniec końców materiał miałem. Zabrałem się za narysowanie szkicu 1:1 na tekturze aby oszacować jakie wstępne długości mają mieć tyczki i na jakie wymiary przy budowie przymiaru muszę zwrócić uwagę. Opracowanie i budowa przymiaru to prawie miesiąc przemyśleń i prób oraz ustawień newralgicznych elementów. Wszystko musiało być jak najdokładniej ustawione aby geometria nie była wypaczona. Świadomie zrezygnowałem z przymiaru jaki przedstawiłeś na swoim blogu, z uwagi na to że chciałem aby jak najwięcej elementów było wykonane przeze mnie lub przynajmniej zlecone. W przypadku haków tylnego trójkąta, rury podsiodłowej  i główki ramy to się udało ( haki robiłem sam, główkę ramy i rurkę podsiodłową zleciłem wg mojego projektu ) W przypadku mufy suportu z uwagi na trudność wykonania gwintu, mufę  kupiłem w sklepie internetowym.

Przymiar oparłem na wielkiej sklejce grubości 12 mm. Sklejka ta pełniła rolę powierzchni referencyjnej dla wszystkich wymiarów w osi poprzecznej, prostopadłej do osi symetrii wzdłużnej ramy. Pozostałe wymiary ustawiałem wg projektu z BikeCAD.

Bambusowy rower Marcina rama

Technologiczne niuanse czyli wygrzewanie tyczek.

Przed wykonaniem docinania pod punkty montażu, wszystkie tyczki wygrzałem. Użyłem do tego celu nagrzewnicy elektrycznej. Przy odpowiedniej dawce cierpliwości można to wygrzać na dosyć dobrym poziomie. Prawdę mówiąc przydałoby się mieć jakąś komorę do wygrzewania żeby mieć większą kontrolę nad procesem.

Łączenie tyczek. NoSign – bambusowy rower Marcina.

Pasowanie tyczek rozpocząłem od rury podsiodłowej przez rurę dolną, górną i dolne tyczki chainstays i na koniec tylne seatstays. Używałem piły i papieru ściernego na wałku oraz miniszlifierki. Do rury podsiodłowej wkleiłem wytoczona uprzednio rurkę alu którą wyciąłem pod zacisk rury siodełka. Wszystkie tyczki kleiłem dwuskładnikowym epoksydowym klejem Pattex. ( mocarz )

W odróżnieniu od Twojej technologii, ramę po sklejeniu i wysezonowaniu kleju nie trzymałem więcej w przymiarze lecz wyjąłem uważając by jej nie zniszczyć, co było wg mnie zbyteczne. Klej jest naprawdę dobry. 

Aby przeprowadzić proces owijania musiałem wykonać specjalny stojak. Jako że nie miałem wcześniej styczności z włóknem węglowym i żywicami epoksydowymi zacząłem od najmniej skomplikowanych tylnych wiązań tyczek z hakami koła. Udało się.

Następnie powstało wiązanie okolic suportu potem główka ramy i na koniec węzeł podsiodłowy.

Połączeń nie wygrzewałem i zobaczymy w miarę upływu czasu czy to był błąd. Sezonowanie to był okres kompletowania części, trwało kilka tygodni i zakończyło się szlifowaniem połączeń. Tu uwaga, faktycznie trzeba mieć pełne ubranie i maskę nawet gdy używa się tylko  ręcznego pilnika.

Wykończenie.

Lakierowanie przeprowadziłem używając lakieru do parkietów. Schnięcie około tygodnia. Przed lakierowaniem odezwała się we mnie malarska muza i pomalowałem akrylem tylne tyczki w wymyślone naprędce wzory. Zrobiłem to też z powodu tego, że bambus którego użyłem do ich wykonania nie wydał mi się tak estetyczny jak tygrysi a poza tym chciałem się wyróżnić 😉

Rower w swoim zamyśle ma przede wszystkim być użytkowany na drogach asfaltowych. Stąd opony 28/700. Ma umożliwić mi w miarę dobre podjeżdżanie, stąd kompromis napędowy w postaci napędu 1 na 9. Jedna tarcza z przodu z uwagi na grubość rury podsiodłowej brak możliwości zamontowania klasycznej przerzutki. Do zmiany w przyszłości na montowaną bezpośrednio do ramy. Na ta chwile brakuje mi napędu dla wyższych prędkości ale umożliwia, biorąc pod uwagę moją formę, podjazdy wszystkich beskidzkich przełęczy. Natomiast po płaskim jazda przy kadencji 90 – 95 obrotów to około 36 km na godzinę… starczy.

Wisienka na torcie.

Składanie tego roweru  to była wisienka na torcie, nadpsuta nieco ponieważ napęd nie chciał idealnie współpracować z manetką. Po wielu próbach dobrałem tylną zmieniarkę na model taki, że praca jest w miarę kulturalna. W przyszłości albo zmienię kierownicę na bycze rogi i zamontuję tam zwykłą manetkę, albo przejdę na sterowanie na typowe szosowe klamkomanetki. Na tą chwile to najbardziej denerwujące mnie rozwiązanie. Za dużo kompromisów. Po 500 km przejechanych w dojazdach do pracy mogę powiedzieć że jak na pierwszy samodzielnie zbudowany rower efekt przeszedł moje oczekiwania. Najbardziej udana jest rama. Trochę gorzej wypadł dobór osprzętu napędowego i kierownicy, ale to jest do nadrobienia.

Pozdrawiam. Marcin.

Podsumowując bambusowy rower Marcina.

Bambusowy rower Marcina zachwycił mnie od pierwszego wejrzenia. Obok zachwytu pojawiła się jeszcze radość i duma. Zachęcam każdego do zbudowania własnego bambusowego roweru. Założę się że po pierwszej przejażdżce nie będziecie chcieli przestać a przyjaźń z rowerami z bambusa będzie przyjaźnią na lata. Tymczasem zapraszam do przejrzenia galerii poniżej.


Jeśli chcesz dowiedzieć jak samemu zbudować rower z bambusa zapraszam Cię do dalszej lektury:

Zapisując się na newsletter otrzymujesz za darmo listy kontrolne. To specjalnie przygotowane arkusze które pomogą Ci spakować się na następny rowerowy wyjazd. Bez względu na kolarstwo które uprawiasz. Zachęcam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *