Widoki droga na baranią górę

Z Brennej na Baranią Górę – kolejna wyprawa na bambusowym rowerze

Dystans 40,4 km, przewyższenia 1476 m w pionie w 4 godziny 46 minut co daje średnią prędkość 8,5 km/h. Tak w liczbach przedstawia się szlak z Brennej na Baranią Górę. Trasa pokonana na El Bambo czyli własnoręcznie zbudowanym rowerze MTB z bambusa. Liczby i analizy na Stravie czy Endomondo nie mówią co czujesz, o czym myślisz ani co widzisz na trasie, a czasami oprócz treningu właśnie to ma największe znaczenie…

Planowanie i początek drogi.

Siedziałem przy stole planując trasę rowerowej wędrówki po moich Beskidach. Trasa z Brennej na Baranią Górę wydała mi się kusząca skoro mam do dyspozycji cały dzień. Słońce niedawno wstało żeby przyrządzić poranek a jego promienie krzątały się już między oknem a podłogą, zerkając łapczywie na moje tosty i kawę. Wrzuciłem do plecaka bidony, paczkę Skittlesów, garść imbusów, portfel i kilka drobiazgów. Dopompowałem opony do ok 4 barów i ruszyłem w drogę. Przyjemną jazdą po szosie cieszyłem się 15 minut, po których czekał na mnie zacierając ręce sztywny kamienisty podjazd ( właściwie podejście ) pod Stary Groń Horzelica (798 m n.p.m.). Tak przedstawiał się pierwszy tego dnia wymagający odcinek, który szczęśliwie okazał się krótki.

To był dopiero początek. Zjadłem kilka cukierków pociągnąłem z bidonu i pognałem dalej zostawiając za sobą Pana zachwyconego rowerem z bambusa i widok na Brenną.

Z Brennej na Baranią Górę Horzelnica

Najpiękniejsze widoki znajduję na górze.

W rowerowych wyprawach MTB po górach bardzo lubię kiedy mam już za sobą początkową część drogi. Po wdrapaniu się wysoko podziwiam roztaczające się widoki. Tak samo było tym razem. Skierowałem się w kierunku Grabowej. To szczyt oddalony od Starego Gronia o jakieś 30 minut pedałowania po górskim grzbiecie dzielącym Brenną Hołcynę od Brennej Lesnicy. Na tym płaskim odcinku stoi 12 metrowa wieża widokowa, na którą koniecznie trzeba wejść i biorąc co ma do zaoferowania.Zobaczymy panoramę Beskidów a nawet Łysą Górę w paśmie Beskidzko – Morawskim. W dalszej części trasy warto zajrzeć do Chaty Grabowj gdzie możemy uzupełnić płyny i prowiant na dalszą drogę w malowniczym a i tajemniczym ogrodzie. Od schroniska do samego szczytu Grabowej (907 m n.p.m.) prowadził odcinek wymagający prowadzenia roweru drugi raz tego dnia. Po osiągnięciu kolejnego szczytu i krótkim odpoczynku skręciłem w prawo w kierunku Przełęczy Salmopolskiej (934 m n.p.m.).

Cień drzew i delikatnie wznoszący się szlak w kierunku Salmopola był chwilą wytchnienia. Droga nikła w rozedrganym gorącym powietrzu. Słońce wisiało w zenicie. Jechałem mijając kopce kamieni usypane nie wiadomo kiedy,nie wiadomo przez kogo i nie wiadomo dla kogo, zardzewiałe druty kolczaste i górskie kapliczki, jechałem pozdrawiany życzliwie przez włóczykijów, kobiety, mężczyzn,dzieci i bezpańskie psy, jechałem opadając z sił i na nowo je łapiąc w życzliwych spojrzeniach, jechałem zapominając.

Z Brennej na Baranią Górę Stary Groń

Rower czyli jednoślad napędzany siłą mięśni i adrenaliną.

Podczas pokonywania trasy z Brennej na Baranią Górę rower sprawdzał się doskonale, szczególnie po ostatniej wymianie amortyzatora. Ciekawskie spojrzenia i pytania delikatnie łaskotały moją dumę na każdym odcinku pokonanym na rowerze z bambusa. Niezauważony na Przełęczy Salmopolskiej popedałowałem w kierunku obranego celu doskonale utrzymaną leśną drogą. W pobliżu szlaku leży Jaskinia Salmopolska o długości ok 1000 m. i Jaskinia Malinowska. Warto o nie zahaczyć będąc już w tym miejscu. W pewnym momencie kierowany intuicją skręciłem w lewo, w szutrową drogę wijącą się wokoło masywu Baraniej Góry.

Gdzieś pomiędzy Istebną,Wisłą, Szczyrkiem a Brenną stanąłem twarzą w twarz z pięknem i mocą Beskidów. Byłem teraz z dala od ludzi, samochodów i domów, z dala od małych problemów, a blisko natury – blisko samego siebie. Położyłem rękę na kamieniu spod którego bije źródło Wisły. Zadumałem się. Dźwięk tylko swojego oddechu był doskonałą pożywką dla wybujałej wyobraźni, która sugerowała mi że muszę się przygotować na spotkanie z niedźwiedziem.

Z Brennej na Baranią Górę – Atak szczytowy.

Ten fragment rowerowej wyprawy był przyjemny, droga wznosiła się łagodnie a nawierzchnia pozwalała na żwawe posuwanie się do przodu. Dojechałem do miejsca gdzie droga którą jechałem przecięła się z niebieskim szlakiem z Wisły czarnego na szczyt Baraniej Góry. Czułem że jestem już blisko celu mojej wyprawy jednak napotykane osoby szybko pozbawiły mnie złudzeń na temat ostatniego odcinka. Ostatni odcinek miał okazać się najtrudniejszym w całej wyprawie. Ostro wznosząca się wąska kamienista dróżka co rusz usłana głazami wiła się w zdecydowanej większości na odkrytym terenie. Kilkadziesiąt minut morderczej wspinaczki miałem już za sobą. Z rowerem na plecach i z trudem mijanymi ludźmi na szlaku utwierdzałem się w przekonaniu że cokolwiek dziś się wydarzy najgorsze jest już za mną.

Z Brennej na Baranią Górę widok na góry

Cel uświęca środki.

Po trzech godzinach po wyjściu z domu dotarłem z Brennej na Baranią Górę (1220 m n.p.m. ). Rozgościłem się na szczycie opierając o jakiś pieniek. Delektowałem się rozległym widokiem gór, góreczek, dolin, przełęczy, pagórków o niezliczonych nazwach, wiatrem we włosach, zdjętym z głowy kaskiem, owocowym smakiem kilkunastu Skittlesów na raz, łykiem wody i wyciągniętymi wygodnie nogami. Po raz kolejny rower z bambusa podołał wyzwaniu, które przed nim postawiłem. Podczas całego pokonanego dystansu nie zauważyłem nic niepokojącego w bambusowej konstrukcji.

Prawdziwy sprawdzian miał nadejść jednak na ostatnim etapie – zjeździe z Baraniej Góry w kierunku Tynioka. Po kilkuset metrach piaszczystej ścieżki stanąłem przez wyborem szlaku.Wybrałem ten w kierunku Kamesznicy. Tor z początku był łagodny. Jednak z każdym metrem opadał coraz bardziej rzucając pod koła, kamienie, korzenie i wyżłobienia po ulewach. Droga opadała, a ja męczyłem się starając się wyminąć przeszkody. Oszukiwałem własne umiejętności zjazdowe kilkukrotnie lądując poza szlakiem z duszą na ramieniu ( ale bez szwanku ). Jeżdżąc na szosie uwielbiam podjazdy, uprawiając kolarstwo MTB mimo wszystko uwielbiam karkołomne zjazdy.

Z Brennej na Baranią Górę zwalone drzewo i rower

Ostatni podjazd.

Zjazd się skończył. Kierowałem się na Tyniok (892 m n.p.m.). Ominąłem łukiem szczyt Gańczorka (909 m n.p.m.), przedarłem się przez błotniste kałuże, celowo przecinając je samym środkiem. Ostatni łagodni podjazd wokół Tynioka będę na miejscu.

Po 40 kilometrach w 40 stopniowym upale spocony, ociekający błotem na ubłoconym bambusowym rowerze, stałem na szczycie Tynioka wpatrując się w górującą nad Koniakowem Ochodzitą (895 m n.p.m.) – górę swojej młodości.

Ostatnie kilometry po asfalcie minęły niezauważone.Niesiony adrenaliną dotarłem do rodzinnego domu w Koniakowie, dumny z siebie i swojego roweru.

Miało być z Brennej na Baranią Górę a dojechałem do Koniakowa. Miał być ostry trening a wyszła sentymentalna podróż. Polecam każdemu taką wyprawę. W zależności jak czujesz się na rowerze możesz zacząć w dowolnym miejscu. Możesz zacząć na Salmopolu czy w Wiśle i skończyć trasę kiedy zechcesz. Na całym dystansie jest wiele miejsc w których szlaki przecinają się z innymi łatwo dostępnymi lokalizacjami. Każdy szlak w Beskidach zachęca mnie do odkrywania nowych ścieżek w które mogę się zapuścić na rowerze. Dzięki El Bambo czyli MTB z bambusa odkryłem przyjemności które niesie z sobą kolarstwo górskie. Wszystkim życzę tego samego.

Link do trasy…

 

Jeśli interesuje Cię to o czym piszę i chcesz otrzymać rowerowe listy kontrolne zapisz się na mój bambusowy newsletter.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *